Jej życie ze stylistką

luty 20, 2015

Kolejna dawka zwierzeń mojej asystentki Idy. Pół żartem, pół serio – jak zawsze. 🙂

 . . .
Stylistka została niedawno zaproszona do udziału we Wtorkowych Salonach Stylowych, odbywających się pod hasłem „Matka, żona i kochanka”. Ja, jako wierny giermek, podążyłam za nią.
Ponieważ wszyscy moi kochankowie mieli akurat zajęty wieczór, postanowiłam zaprezentować się jako matka i wziąć ze sobą starszą połowę przychówku – tym bardziej, że Stylistka wpadła na taki sam pomysł, więc nasze dzieci miały zapewnione towarzystwo.
Zapowiedziano mi, że Wtorkowe Salony są imprezą z rodzaju eleganckich. Świetnie! Kupiłam sobie ostatnio sukienkę, która po pierwsze jest elegancka, po drugie jest jeszcze czysta, co w przypadku jedynej sukienki ma znaczenie niebagatelne. Gdyby na Wtorkowe Salony Stylowe kazano mi się ubrać nieelegancko, miałabym spory problem. Niejaki kłopot miałam za to z wyszykowaniem przychówku. Dotychczas kwestię ubierania rozwiązywałam zdaniem „Dziecko daj mi spokój, włóż co chcesz, tylko daj mi dokończyć rozdział”, na co dziecko skwapliwie wciągało polarowe spodnie, spódniczkę w kratkę i bluzkę z falbankami, wszystko na ogół wściekle pstre. Tym razem nie chciałam zdawać się na los, więc uciekając się do różnych technik manipulacyjnych namówiłam przychówek na szarą tuniczkę. Ponieważ okazało się, że spod spodu na przekór elegancji wyziera zielony podkoszulek z królikiem, a czasu na przebieranie było mniej niż mało, zamotałam dziecku wokół szyi moją ukochaną apaszkę z informacją, że jak zgubi, to wykupię jej lekcje waltorni na 5 lat do przodu.

Lila i Tosia nawiązały nić porozumienia jeszcze w drodze do hotelu (Patrz, tu jest Synergia i tu pracuje moja mama! – A wiesz, a tu pracuje też moja mama!), a potem było już tylko lepiej – łapały się za rączki, razem rysowały (Lila kotka i księżniczkę, Tosia księżniczkę i kotka), razem rzuciły się na ułożone na stoliku stosy ciastek (połowa zdobyczy Lili zjechała z talerzyka, ale po pobieżnym porównaniu stanu czystości hotelowej podłogi i mojego stołu, postanowiłam udać, że nie widzę, jak zbiera te ciastka z powrotem), razem losowały zwycięzców nagród oferowanych przez sponsorów (- Bilet wygrywa pani Anna… – zaczyna prowadząca. – Anna! – wykrzykuje podekscytowana Lila. – Elza!? – wtóruje jej ożywiona Tosia. I radość. Porozumienie na płaszczyźnie kulturowej osiągnięte).

Zabawa była przednia. Dziewczynki opuszczały hotelowe pomieszczenia z pieśnią „Mam tę moc” na ustach i nieprawdopodobnymi ilościami cukru w żołądkach. Po powrocie do domu Lila zapytała mnie z wyraźnym poczuciem wyższości:
„Mamo, a czy jak ty miałaś pięć lat to też byłaś w takim miejscu, gdzie było bardzo dużo ciastek?”
Ech, światowe życie. Niektórzy wcześnie zaczynają.
Garść zdjęć z wydarzenia:
styl , życie ze stylistką
Share: / / /

One thought on “Jej życie ze stylistką

  1. Fio napisał(a):

    A waltornia zła? Ostatnio sporo dziewcząt wybiera do nauki instrumenty, które do tej pory uważane były za mało kobiece (dżendersytki nie krzyczeć!), np. tubę. Nie zdziwiłabym się, gdyby Lila z radością zareagowała na taką karę. A tak w ogóle, to dziecko ćwiczące w domu na jakimkolwiek instrumencie, to kara raczej dla rodziców… 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa