Butki

grudnia 11, 2018

Nadużywanie zdrobnień, zwłaszcza w świecie słów mówionych, wzbudza dosyć powszechną irytację. Ja też dawno temu zapisałem się do niepisanej grupy ludzi, których to pato-zjawisko nieco drażni w przysadkę (sic!) mózgową. Najbardziej bezczelne są te zdrobnienia, które podstępnie i niepostrzeżenie wśliznęły się do słownika słów „normalnych”, jak gdyby nigdy nic. Taka kromka chleba, wiecznie młoda pajda, kurde balans. Pralka, pralinka, na szyi malinka. Przykłady można mnożyć. Skala zjawiska przeraża. Tajna grupa leksykalnych sabotażystów w zdecydowanym natarciu. Działają bezpardonowo, ludzi chipują. Moją żonę też dorwali. 

Do rzeczy. Ta moja żona, taka poukładana, tak genialnie zorganizowana, optymalnie wykorzystująca dany jej czas, dzwoni od czasu do czasu z pytaniem, czy przypadkiem nie jadę tam gdzie ona akurat jest. Oczywiście bez presji, absolutnie niezobowiązująco zagaja o te botki, które leżą w torbie przy drzwiach. Mówi coś o wygodzie i o tym jak by jej to pomogło mieć te botki teraz. Chcę Ją poprawić i poprawiam pomijając osobiste zdanie na temat zdrobnień. Nie mówi się „botki”, mówi się „butki”. Ona idzie w zaparte, tłumaczy, że w torbie są botki. Patrzę na drzwi i rzeczywiście, coś przy nich leży. Zaglądam do torby i widzę damskie buty. Wcale nie słodziutkie, w ogóle nie milusie, ani nie malutkie. Nie butki, bu-ty. Jeszcze raz wyprowadzam Ją z błędu z tym „o” zamiast „u”. Oprócz tego uczciwie informuję, że wg mnie są to buty. Ona o dziwo przyznaje mi rację, dodając „Botki to też buty”. Nie można było tak od razu?

Maciek Szczęch

Łowcy.B

prywatnie , styl , wizerunek po męsku , życie ze stylistką
Share: / / /

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Archiwa