• 04/02/15 styl

    Jej życie ze stylistką

    Jak obiecałam Wam ja, a wcześniej ona mnie – od czasu do czasu będę publikować Idowe spojrzenie na synergiczny świat. Ida, dla niewtajemniczonych, to moja asystentka.
    Na ekwipunek asystentki z prawdziwego zdarzenia składają się:
    a. telefon, 
    b. zdecydowane spojrzenie zza zdecydowanych oprawek, 
    c. terminarz.
    Punkt a. 

    Trudny temat. Telefony są dwa. Mój prywatny, na który nie dzwoni nikt, bo wszyscy dzwonią na firmowy. Firmowy, który przyrósł do Stylistki do tego stopnia, że kiedy czasem go odbiorę, dzwoniący od razu przepraszają za pomyłkę, mimo że na przywitanie deklamuję nazwę firmy uzbrojona w dykcję godną Jerzego Treli.
    Punkt b.

    Przy wadzie wzroku -5 dioptrii spojrzenie zza szkieł niestety nie jest zdecydowane. W ogóle jakie spojrzenie? Widać tylko dwie malutkie zielone kropeczki gdzieś na końcu tunelu. 

    Natomiast moje oprawki są zdecydowanie oryginalne. Po pierwszym spotkaniu ze Stylistką, kiedy zasugerowała mi wrzucenie wszystkich czarnych elementów ubioru do wielkiego kotła na rozstajach dróg i sporządzenie z nich eliksiru postarzającego, pozbyłam się swoich zdecydowanych czarnych oprawek za pomocą brązowego sprayu do metalu za 3,99 i taśmy malarskiej, którą precyzyjnie okleiłam szkła. Przed użyciem sprayu byłam pewna, że precyzyjnie…
    Punkt c.

    U schyłku starego roku bardzo wnikliwie oglądałam terminarze w księgarni. 

    W końcu wybrałam: mały – żeby zmieścił się do torebki – i różowy. Najróżowszy! W soczystym barbiowym odcieniu rzucającym krwawy poblask na okoliczne kamienice i wołającym „znajdziesz mnie NAWET NA SWOIM BIURKU”.

    Okazał się:
    – Za mały do torebki, w której przepada bez wieści na długie godziny i nie odbiera ode mnie nawet poczty głosowej.
    – Za mały jak na potrzeby asystentki, która ma w naturze sporządzanie szczegółowych notatek, czynienie rozbuchanych uwag i wpisów pod datą na chybił-trafił, bo tak się akurat otworzyło, kiedy rozmawiała przez telefon. 
    – Za różowy.

    A tak asystentka widzi swój terminarz po zdjęciu zdecydowanie oryginalnych oprawek:

    foto z internetu, http://www.garnek.pl/joju99/23198271/dzisiaj-rozowe-okulary-i-tak

    c.d.n.

    No Responses
  • 24/01/15 styl

    Jej życie ze stylistką

    Ida obiecała pisać od czasu do czasu kilka słów o tym, jak wygląda nasza praca. Z jej perspektywy. Czas start.

    Czy ktoś z Was był kiedyś asystentką stylistki?  Nie? Mam nadzieję, że też nieprędko przyznam, że byłam asystentką stylistki.
    Bo na razie jestem asystentką stylistki. Od niedawna. Mogę udowodnić, że mi ufa: pozwoliła mi pisać na swoim własnym blogu to, co chcę (jak stracić zaufanie szefowej: zacząć pisać na jej własnym blogu to, co się chce).
    Jak wygląda życie asystentki? Jest pasmem wyrzeczeń. Najpierw dowiadujesz się „moja asystentka musi wyglądać perfekcyjnie”. I już wiesz: musisz przestać obcinać paznokcie nożyczkami od scyzoryka, musisz kupić sobie drugi stanik, musisz upchnąć w kąt najwygodniejsze rozklapciane półbuty oraz musisz kupić jakiekolwiek inne półbuty, żeby nikt się nie zorientował, że w twoim wypadku najwygodniejsze jest równoznaczne z „jedyne”. Przed wyjściem do pracy spędzasz godzinę przed otwartą szafą, zaklinając ją, żeby za tym tekstylnym gąszczem  godnie reprezentowanym przez sukienkę ze studniówki i sztormiak znalazły się drzwi do Narnii idealnie skrojonych żakiecików i sukienek dobrych-na-każdą-okazję…
    W końcu sięgasz po zestaw, w którym wyglądasz może nie jak asystentka stylistki, ale już prawie jak asystentka asystentki stylistki. Może, wkładając go, nie wywrzesz wielkiego wrażenia, ale na pewno jest poprawny. Skoro wczoraj był poprawny, przedwczoraj był poprawny i trzy dni temu też, to na pewno nic się od tego czasu nie zmieniło.
    Na twojej liście zakupowej pojawia się pralko-suszarka.
    c.d.n.
    No Responses
  • 15/01/15 styl

    Czarny – kolor bardzo serio

    Lubię pisać dla HR Polska. 🙂

    Czarny – kolor bardzo serio
    Kto z nas w dzieciństwie nie grał w kolory? Różne wersje tej zabawy łączyła jedna reguła: „Kolor wygrywa, czarny przegrywa”. Budowanie wizerunku to również swego rodzaju gra w kolory, tyle że stawka jest tutaj dużo wyższa, a zasady nieco bardziej złożone. Warto je poznać i przyjrzeć się bliżej znaczeniu poszczególnych barw. Dziś o tej najciemniejszej.  
    Nowy rok zaczynam od rozważań na temat koloru czarnego. Na podstawie wielu moich wypowiedzi można wysnuć twierdzenie, że czerni nie lubię. Nic bardziej mylnego. Lubię bardzo i – co więcej – także stosuję, jednak czynię to… świadomie, z umiarem, nie na każdą okazję.
    Czarna owca, a może czarny koń?

    Najbardziej popularne skojarzenia z czernią mają związek ze smutkiem i żałobą. Oczywiście, mam na myśli kulturę zachodu, bo w Indiach czy w Japonii kolorem żałoby jest biel. Jednak jej znaczenie zostawiam sobie na inną okoliczność. 
    Wyrażenia, takie jak np.: „czarna polewka”, „czarna owca”, „czarny charakter”, nie pozostawiają wątpliwości, jakie emocje niesie za sobą ten kolor. Nie zapominajmy jednak, że tuż obok tych – trudno zaprzeczyć – negatywnych konotacji, czerń ma także bardzo pozytywny wymiar, bo przecież jest tożsama z elegancją. Przywołajmy w swojej pamięci obrazy z czerwonych dywanów, na przykład galę rozdania Oscarów. Czy widać tam jakiegokolwiek pana w innym niż czarny garnitur? Nie mówiąc już o najbardziej eleganckich męskich strojach, czyli smokingach i frakach, które z założenia powinny być czarne.
    Czerń to kolor budzący powagę i budujący dystans. Pełen dostojeństwa. Należy jednak zwrócić uwagę, przy jakiej okazji na czerń się decydujemy, właśnie ze względu na jej dwa różne oblicza.
    Nawet jeśli wydaje się to sprzeczne, barwa ta łączy w sobie nowoczesność
    i tradycję, spinając je razem w całość.
    Mała czarna
    “Mam ochotę na małą czarną.” mówią moje klientki, i to, co mają na myśli, na pewno nie jest kawą espresso. W nomenklaturze modowej mała czarna to sukienka uniwersalna, uważa się, że na każdą okazję. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że takie rzeczy w ogóle istnieją. Za przykład niech posłuży puder w kulkach, który jest we wszystkich możliwych odcieniach beżu, brązu i różu. Produkt stworzony dla każdej kobiety. Każdej, czyli żadnej konkretnie. Tak samo jest z małą czarną. 
    Tak się składa, że żyjemy w strefie klimatycznej, która sprzyja – generalizując – jasnej cerze i niebieskim oczom oraz blond włosom. Większość z nas jest właśnie taka. Niektórzy narzekają, że nijaka. Polemizuję. Bo to tylko kwestia tego, jak my tę urodę okiełznamy, wykorzystamy, wystylizujemy. Radzę pamiętać, że lubi ona stonowane odcienie, a jeśli już decydujemy się na duże nasycenie koloru, należy zwrócić uwagę, czy aby nie „mówi” on za nas. 
    Niejednokrotnie zdarza mi się spotykać osoby, szczególnie panie, których wizerunek krzyczy: „spójrz na mnie”, ale tak naprawdę zwracam uwagę tylko na kolor, a nie na osobę. Nie w tym rzecz. Warto zadbać o spójność tego, jacy jesteśmy i jak się ubieramy. Owszem, nie bez znaczenia są nasz charakter i temperament. Wszystko razem powinno współgrać. Zawsze powtarzam, że najlepiej jest, kiedy nasz ubiór jest tłem dla tego, co mamy do powiedzenia. Kolory, które nas „przegadują”, nie wnoszą niczego dobrego. Czarny jest bardzo mocny i dlatego nie sprawdza się najlepiej w przypadku słowiańskich typów urody. Sprawia, że w nim gaśniemy i wyglądamy na zmęczonych. Zdecydowanie bardziej polecam małą granatową, grafitową lub śliwkową. 

    Czarna magia

    Kiedy pytam innych, z czego wynika to, że tak dużo czarnych rzeczy w ich garderobach, często słyszę, że czarny wyszczupla. Prawda i fałsz w jednym. 
    Każdy ciemny kolor wyszczupla, z tego wynika, że czarny także. TAKŻE, podkreślam dosadnie, bo to samo można uzyskać wyżej wspomnianym granatem, grafitem, śliwką, czekoladą czy butelkową zielenią. Kolory te, nie będąc czernią, dodatkowo delikatnie ożywią wizerunek i nadadzą mu ciekawszego wyrazu. Każdy ciemny kolor w większych ilościach daje optyczne złudzenie pomniejszania. Dlatego prawda.
    Zatem skąd fałsz? Otóż – czarny jest na tyle intensywny, że, „obrysowując” sylwetkę, idealnie oddaje jej kształt. Osoby, którym zależy na efekcie wyszczuplającym, najczęściej nie chcą wyraźnie uwidaczniać i eksponować swoich kształtów. Czarny w takim przypadku nie pomaga, a jego działanie jest wręcz odwrotne. Nie warto wierzyć stereotypom.

    Black tie, white tie

    Gdyby komuś przypadkiem zdarzyło się otrzymać zaproszenie, na którym widniałaby adnotacja „black tie” lub „white tie”, należy przygotować się na bardzo eleganckie wyjście. I, o dziwo, pewnie większość tutaj zaskoczę, czarna muszka (wg polskiego tłumaczenia) oznacza mniej formalny ubiór niż biała. Przy czym, obydwie wersje stroju są bardzo zobowiązujące. W każdym z tych przypadków czarny kolor jest jak najbardziej na miejscu, co więcej, nawet wskazany. 
    Najprościej ujmując, radzę wszystkim przyjąć zasadę, że czarny – jako najbardziej elegancki z kolorów – sprawdza się głównie po godzinie 18.00. Jeśli mamy wątpliwości, czy dobrze prezentujemy się w czerni w sytuacjach dziennych, lepiej nie ryzykować. Czarne rzeczy trzeba umieć nosić, potrafią to tylko osoby o silnych osobowościach i lubiące demonstrować swoją władzę – w każdym tego słowa znaczeniu.
    x x x
    Wpadając w „czarne dziury”, chcemy ukryć się przed światem. Wtedy często wydaje się nam, że czerń przychodzi z pomocą, czyniąc nas niewidzialnymi. Nie ma nic bardziej złudnego. Czarny wyróżnia i uwidacznia, ze względu na swoją moc przekazu i negatywne działanie na jasny typ kolorystyczny. Mam nadzieję, że słowami powyżej już do tego przekonałam.

    Artykuł dostępny także na portalu: tutaj
    No Responses
  • 17/11/14 styl

    Kolorowo mi. Szary.

    Kolejny tekst popełniony dla HR Polska
    Kto z nas w dzieciństwie
    nie grał w kolory? Różne wersje tej zabawy łączyła jedna
    reguła: „Kolor wygrywa, czarny przegrywa”. Budowanie
    wizerunku to również swego rodzaju gra w kolory, tyle że
    stawka jest tutaj dużo wyższa, a zasady nieco bardziej
    złożone. Warto je poznać i przyjrzeć się bliżej znaczeniu
    poszczególnych barw. Dziś o szarości.

    Szary,
    czyli… nijaki?
    Do szarości
    miewamy różny stosunek… Albo przepadamy w niej totalnie, bo
    pasuje do wszystkiego, nie rzuca się nadmiernie w oczy i można
    się pod nią ukryć. Albo skreślamy – dla zasady, bo jeśli
    chcemy się wyróżnić i wykazać wyobraźnią, szarość wydaje się
    nam być nijaka. Jak we wszystkim, żadna skrajność nie jest
    dobra, a już na pewno nie jest wskazana.
    Najważniejszą

    cechą szarości jest to, że nigdy nie stanowi ona tak silnego
    kontrastu z innymi kolorami, jak np. czerń, która jest
    ulubionym kolorem Polaków, czy to w pracy, czy po pracy. Jest
    to ogromna zaleta koloru szarego, ponieważ większość z nas ma
    słowiańską urodę o bladej cerze, jasnych włosach i oczach.
    Taka uroda nie wymaga zbyt intensywnego kontrastu
    kolorystycznego w garderobie. Wręcz przeciwnie. Musimy uważać,
    żeby nasz wizerunek nie nabrał papuziego charakteru i nie był
    po prostu… zbyt kolorowy. To kwestia stylu, oczywiście, ale
    namawiam do takiego żonglowania kolorami, by strój był jednak
    bardziej tłem dla tego, co mamy do powiedzenia, niż mówił za
    nas. Moje słowa nabierają szczególnego znaczenia w kontekście
    pracy i wizerunku profesjonalnego.


    Szara
    eminencja
    Kolor szary
    nie jest synonimem nudy czy braku wyrazu, a bardziej –
    neutralności. Szary oznacza równowagę wewnętrzną, bez potrzeby
    manifestowania i epatowania swoimi uczuciami i przekonaniami.

    Co istotne
    – im bardziej nasycone i ciemne szarości, tym bardziej kojarzą
    się one z prestiżem i przywództwem. Stąd wszystkie ciemnoszare
    garnitury polityków. Poprawiają one komunikację z wyborcami i
    sprawiają, że politycy są postrzegani jako osoby otwarte na
    merytoryczną, pozbawioną zbędnych emocji dyskusję. Podkreślają
    również siłę i umiejętności przywódcze.
    „Szara
    eminencja” to stereotyp. Owszem, łatwiej schować się za
    szarościami niż za jakimkolwiek innym kolorem, ale warto
    pamiętać o drugiej stronie medalu. Ubrani w szarości, jesteśmy
    postrzegani przede wszystkim jako osoby profesjonalne,
    eleganckie i inteligentne. Takie przymioty, jak skromność i
    nienachalność zawsze są w cenie, ale w przypadku szarości
    stanowią dodatkowy bonus.

    Szary
    szaremu nierówny
    Jako
    stylistka, kolorystka, nie mogę nie wspomnieć o tym, jaką wagę
    ma dobór odpowiedniej tonacji do typu urody. Jak w przypadku
    każdego koloru: znaczenie mają temperatura i nasycenie. Szary
    z natury jest chłodny, ale nie oznacza to, że osoby o ciepłym
    typie urody, np. z rudymi włosami i zielonymi oczami, nie mogą
    korzystać z szarości. Wręcz przeciwnie. Każdy kolor pasuje do
    każdego, pytanie tylko – który odcień. Najprościej ujmując,
    gama szarej barwy jest chłodna lub ciepła w zależności od
    domieszki brązu. Szarości ze szczyptą niebieskości są bardzo
    zimne, ale z odrobiną koloru brązowego – zdecydowanie
    cieplejsze.
    x x x 
    W
    przeciwieństwie do późnojesiennej i zimowej szarości za oknem,
    która nuży swoją monotematycznością, szarość w modzie
    monotematyczna z pewnością nie jest.
    Artykuł dostępny także tutaj.
    No Responses
  • 02/10/14 styl

    Kolorowo mi. Czerwony.

    Kolejny artykuł, który jest owocem współpracy z HR Polska.

    Kto z nas w dzieciństwie nie grał w kolory? Różne wersje
    tej zabawy łączyła jedna reguła: „Kolor wygrywa, czarny
    przegrywa”. Budowanie wizerunku to również swego rodzaju
    gra w kolory, tyle że stawka jest tutaj dużo wyższa, a
    zasady nieco bardziej złożone. Warto je poznać i przyjrzeć
    się bliżej znaczeniu poszczególnych barw. Na pierwszy
    ogień najbardziej emocjonalna z nich.
    Czerwony jak…
    Z czym kojarzy się czerwień? Kiedy zadaję to pytanie w
    trakcie moich szkoleń, najczęściej padające odpowiedzi to:
    ogień, krew, miłość, seksualność, energia, przysłowiowa
    płachta na byka. Istotne jest, że każde z tych skojarzeń
    budzi emocje, silne emocje. Wobec czerwieni nie jesteśmy w
    stanie przejść obojętnie – to kolor jak wykrzyknik, przy
    tym bardzo dosłowny. Nie bez przyczyny większość polityków
    nosi czerwone krawaty, a czerwone szpilki są synonimem
    atrakcyjnej, zwracającej uwagę kobiecości.
    Kolor z charakterem
    Mówi się, że czerwień to kolor ludzi z temperamentem, jest
    z nim po drodze na pewno tym, którzy chcą się wyróżnić,
    stawiają na niebanalność. Jak to jednak z kolorami o
    takiej mocy wyrazu bywa, zalecam ostrożność – nie trudno
    tutaj bowiem o przesadę i efekt odwrotny od zamierzonego.
    Kolor czerwony może stać się asem w rękawie każdego, pod
    warunkiem, że umiejętnie z niego skorzystamy. Jest z
    czerwienią bowiem trochę tak, jak z chili – dodaje smaku i
    charakteru, w nadmiarze jednak – może zaszkodzić. Co to
    oznacza?
    Wszystko zależy od kontekstu sytuacyjnego. Oczywiste jest,
    że inaczej wyglądamy w pracy i po pracy, a nawet inaczej w
    zależności od zawodu, jaki wykonujemy, naszego hobby,
    wszystkich ról społecznych, w których występujemy. Kolor
    czerwony kojarzony jest z odwagą, ambicją i pewnością
    siebie. I słusznie, bo czy kobieta mająca zły dzień jest w
    stanie założyć czerwoną sukienkę? Nie ma mowy! Za to kiedy
    idziemy na walkę o racje z bojowym nastawianiem, czerwony
    może się bardzo przydać.
    Musimy zdać sobie sprawę z tego, że czerwień jest
    zaprzeczeniem dyskrecji. W naturalny sposób przyciąga oko
    i sprawia, że rzecz lub osoba stają się zauważalne. Czasem
    na tym nam właśnie zależy. Są jednak sytuacje, kiedy
    wskazany jest wspomniany wyżej umiar. Czerwony w zbyt
    dużych ilościach może rozpraszać, a nawet wzbudzać
    agresję. Dlatego też w sytuacjach dziennych biznesowych,
    czerwień sprawdzi się tylko jako akcent.

    Photo by Artur Nyk
    Czerwony niejedno ma imię
    Zdarzają się klientki, które podczas analizy
    kolorystycznej pytają z niepokojem, czy będą mogły nosić
    rzeczy w ulubionym czerwonym kolorze. Inne proszą mnie o
    pomoc w doborze idealnej czerwonej pomadki. To kolor,
    który ma znaczenie szczególne, zwłaszcza dla kobiet. W
    każdej z tych sytuacji powtarzam niezmiennie – czerwień,
    tak jak zieleń czy biel to kolor dla każdego, wszystko
    jest kwestią temperatury barwy, umiejętnego poruszania się
    wśród odcieni ciepłych i chłodnych, zgodnie z typem
    kolorystycznym. Podczas, gdy jednak osoba będzie wyglądać
    zjawiskowo w pomidorowej wersji czerwieni, dla innej
    strzałem w dziesiątkę okaże się czerwień malinowa albo
    żurawinowa. Wiele wariacji na ten sam temat – to jedna z
    głównych zasad budującej wizerunek gry w kolory.
    xxx
    Jest taka bardzo popularna radiowa piosenka – „Lady in
    red”, w której Chris De Burgh pięknie wyśpiewuje całą siłę
    rażenia, jaką niesie ze sobą kolor czerwony. Nie ma
    drugiej barwy o takiej mocy oddziaływania na innych – jest
    w tym szansa na kreowanie pożądanego wizerunku, jest w tym
    jednak i ryzyko. Warto o tym pamiętać i przyprawiać nasz
    wygląd czerwienią adekwatnie do sytuacji i typu
    kolorystycznego, jakim jesteśmy.
    Artykuł dostępny także tutaj.
    No Responses
  • 01/10/14 styl

    Asystentka poszukiwana

    I nadszedł ten moment! Nadmiar obowiązków nie pozwala mi skupić się na wszystkim tak samo dobrze. Asystentka potrzebna od zaraz!
    Poszukuję osoby kreatywnej, nie bojącej się nowych – innych każdego dnia – wyzwań. Wymagana mobilność, komunikatywność i szeroki uśmiech. 🙂
    Wszystkie osoby zainteresowane poznaniem kulisów pracy stylisty, zachęcam do przesłania swojego CV ze zdjęciem na adres mailowy: synergia@synergiastyl.pl
    No Responses
  • 21/06/14 styl

    Z rodziną w tle

    Jakiś czas temu namówiłam swojego męża do pisania felietonów, które są publikowane w magazynie Furelle. Poczytajcie, zachęcam. 🙂
    xxx
    Człowiek w mojej postaci, od czasu do czasu, ma ambicjonalne
    zrywy i pragnie zmierzyć się z rodzicielstwem totalnym. 
    Stąd to właśnie biorą
    się tak brawurowe pomysły jak wspólny wypad z rodziną na zakupy. Nie o zakupy
    elementarne tu chodzi, bo takie towary jak mleko, masło, pieluchy i 3 kilogramy ziemniaków, osobnik potencjalnie taki jak ja może bezpiecznie kupować bez
    wsparcia, tudzież nadzoru. A czemu? A temu, że ziemniak to ziemniak, masło to
    masło, a pieluchy to po prostu pieluchy. Po prostu. Zero ryzyka zawalenia
    zadania.
    Zakupy w rodzinnej asyście to sprawa bez wątpienia
    interesująca, ale  i dwuznaczna. Kwestia
    podejścia. Bo może nam/mi się wydawać, że to głupi pomysł. Dzieci nie
    pomagają, nawet przeszkadzają. Uciekają, chcą sikać, pić, sikać i pić, jeść. To
    rozprasza. A nad butami to się trzeba zastanowić. Obejrzeć, dotknąć,
    skalkulować i najprawdopodobniej nie kupić albo kupić. Fest niekomfortowa
    sytuacja.
    Jeśli jednak założymy/założę, że familijna eskapada na
    sklepy jest przygodą i osobliwą zabawą, to samopoczucie po wyjściu z galerii
    handlowej wcale nie musi być zdruzgotane. Gonitwa za permanentnie uciekającą
    młodzieżą przez małe m zamienia się w ganianego. Chichot ucieczkowiczów
    bezcenny. Na upartego elementy chowanego też mają miejsce, bo i dziecko zniknąć
    pośród regałów potrafi, i my te dzieci odnaleźć musimy. Chichot znalezionych
    bezcenny, a jakże. Przerwa na jadło na życzenie dziatwy to
    problem, którego nie ma. Otóż, największą bolączką żywienia dzieci jest ich
    powszechna niechęć do jedzenia w porze jedzenia. Tymczasem czar i magia zabawy
    w murach galerianych sprawia, że to dziecko wzywa do posiłku. Takie cuda tylko
    na zakupach z rodziną. A że siku? Przecież każdy czasem musi. Z fizjologią
    nie wygrasz.

    Dwa różne podejścia, ta sama sytuacja, różnica kolosalna.
    Aha, pardon… Jest jedna nieróżnica – nie kupujemy/nie kupuję butów.

    Maciek Szczęch
    Łowcy.B

    No Responses
    Z rodziną w tle
  • 05/07/13 styl

    Mrożonki i Synergia

    Aż trudno mi w to uwierzyć, ale mija właśnie sześć lat odkąd “wprowadziłam” się z Synergią na Daszyńskiego 9. W Gliwicach, oczywiście. Poszukiwania siedziby firmy trwały i trwały. Miałam też podejście do innych lokali, ale przerosły mnie sprawy urzędowe i musiałam poddać się w walce z wiatrakami. Wierzę jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny i dlatego cieszę się, że jestem tu. Tu i teraz. 
    Bardzo żałuję, że nie dokumentowałam postępów remontu studia. A jeszcze bardziej tego, że nie mam na zdjęciach uwiecznionego stanu, w jakim go zastałam, a raczej zastałyśmy – bo gdyby nie Agnieszka remontu by nie było.
    Tylko taki maleńki wycinek frontu pracy mam w swoich zasobach:

    A teraz zagadka. Co Synergia ma wspólnego z mrożonkami?

    Otóż bardzo dużo. Stara witryna… wiele wyjaśnia. 🙂

     Tak wygląda nowa (już nie taka nowa) za dnia…

    i nocą.

    Lubię ją. 🙂

    Zdjęcia robione wieki temu, więc od tamtej pory wiele się zmieniło – i we wnętrzu studia, ale i ja sama. Kto mnie zna, ten wie. 🙂 W dniu sesji Synergii załapałam się też na kilka fotek.

    Czasem warto wracać do staroci. Tak mi się dziś miło zrobiło, kiedy sięgałam pamięcią do początków…
    No Responses
1 2 3 4