• 15/04/17 prywatnie , wydarzenia

    (Polski) Spokojnych, dobrych Świąt…

    Sorry, this entry is only available in Polish.

    No Responses
    (Polski) Spokojnych, dobrych Świąt…
  • 07/04/15 celebryci , dress code , Dziennik Zachodni , ocena stylizacji , polityka , prywatnie , styl , typy sylwetek , wizerunek po męsku

    Matka, żona i stylistka

    W poprzednim tygodniu Katarzyna Pachelska z Dziennika Zachodniego przeprowadziła ze mną wywiad. Ukazał się on w świątecznym, sobotnim wydaniu gazety. Poniżej zapis naszej rozmowy. Przy tej okazji bardzo też dziękuję Pawłowi Pszczole za wykonanie zdjęcia, które wykorzystano w publikacji. 

    . . . 

    Matka, żona i stylistka 
    Co sobotę Tatiana Szczęch ocenia w DZ stylizacje VIP-ów
    Dziś to my prześwietlamy ją i zadajemy niewygodne pytania
    Jesteś pogromcą regionalnych VIP-ów, wiesz o tym? Co sobotę martwią się, czy tym razem przypadkiem oni nie będą obiektem twojej oceny…
    Moim zamierzeniem nie jest krytykowanie nikogo. Mam nadzieję, że to jasno wybrzmiewa w moich opiniach o ubiorze śląskich VIP-ów. Czasami rzeczywiście musiałabym ostro skrytykować to i owo, ale zawsze staram się opisywać również pozytywne strony danej stylizacji. Przy każdej ocenie staram się też dzielić moją wiedzą, pisać o jakimś elemencie garderoby, zasadach jego dopasowywania, tłumaczyć, dlaczego powinno się coś nosić tak, a nie inaczej. Ciągle tłumaczę np. dlaczego kolor czarny do dziennych stylizacji to nie jest najlepsze rozwiązanie. Każdemu zdarzają się wpadki, dlatego mocno podkreślam, że moje oceny dotyczą tych konkretnych stylizacji w danym dniu, przedstawionych na zdjęciu, a nie ogólnie wizerunku tej osoby. Nie krytykuję dla zasady, mam nadzieję, że to jest wyczuwalne w moich komentarzach. Aczkolwiek czasami krytyka, jeśli konstruktywna, jest konieczna.
    Czy ludzie, których oceniasz w DZ, później wydzwaniają do ciebie z pretensjami?
    Zdarza mi się otrzymywać maile czy telefony po publikacji i raczej są to pozytywne komentarze. Dzwonią osoby, które otrzymały bardzo dobrą ocenę, żeby podziękować, ale są też wiadomości w stylu: dziękuję bardzo za konstruktywną ocenę, bo wyciągnąłem naukę i widzę zmianę. Jest to dla mnie bardzo miłe. Raczej nie spotykam się z negatywnymi reakcjami. Ale przyznaję, że czasami się ich boję.
    No tak, bo przecież to jest duża odpowiedzialność…
    Biorę to na barki. Mój zawód wiąże się z wyrażaniem opinii. Oczywiście, bardziej komfortową sytuacją jest indywidualny kontakt z klientem. On wtedy wręcz chce usłyszeć ode mnie kilka krytycznych uwag na swój temat. Musze przyznać,  że kiedyś byłam bardziej konserwatywna, ale życie nauczyło mnie, że nie warto. Przykład? Podziały na typy kolorystyczne uważam za zbędne. Najważniejsze jest tylko, żeby odnaleźć się w chłodnym lub ciepłym typie urody. To wystarczy w kwestii kolorów. Cała reszta to fason i styl. 
    U nas najczęściej oceniasz urzędników, biznesmenów, osoby, które obowiązuje ścisły dress-code.
    To jest trochę męczące, gdy po raz setny wyjaśniam tajniki doboru garnituru, ale – jak widać – ciągle jest to potrzebne.
    No właśnie. Jakie błędy najczęściej musisz wytykać?
    Jeśli chodzi o panów, to sprawa jest bardzo prosta. Podstawowy błąd to za duża marynarka, z za długimi rękawami. Nieodpowiednio zapięte guziki, nogawki spodni za szerokie i/lub za długie. Generalnie panowie mają tendencję do noszenia rzeczy bardziej za dużych niż za małych. Za długich niż za krótkich. W przypadku pań większym problemem jest kolorystyka. Kobiety za często korzystają z czerni, szczególnie w sytuacjach biznesowych. A można je przecież zastąpić innymi kolorami, np. szarym czy granatowym, ciemną, butelkową zielenią, burgundem czy bordo. Druga rzecz – kobiety mało znają swoje sylwetki, stąd też pomysł na stronę spellyourshape.pl. Za często pielęgnujemy swoje kompleksy i popadamy w przesadę. Jak zakrywamy, to wszystko. Tymczasem zasada jest prosta – im więcej ciała odkrywamy (w granicach dobrego smaku), tym nasza sylwetka jest lżejsza optycznie. Dużo lepiej jest nosić rękaw sukienki długości 3/4 niż do nadgarstka. Notorycznie nosimy za długie spódnice. Najlepiej jest pozostać w marginesie 10 cm około kolana, czyli 5 cm powyżej i 5 cm poniżej, chociaż trudno jest generalizować, bo dużo zależy od typu sylwetki. Najbardziej mi żal tego, że kobiety tak rzadko stawiają na sukienki. A są one najprostszym rozwiązaniem, bo nie trzeba kombinować. Zarówno dla pan i panów problemem jest dopasowanie stylu do sytuacji. Albo stawiamy na elegancję, albo sport. Stylizacji w stylu sportowej elegancji są tworzone bardzo nieumiejętnie. 
    Na pewno zdarza się, że oceniasz swoich znajomych albo nawet klientów. 
    To są dla mnie najtrudniejsze oceny. Wtedy mam jeszcze większe niż zwykle poczucie odpowiedzialności za słowa. Łatwiej mi oceniać tych, których nie znam. Staram się nikogo nie urazić. W życiu osobistym niechętnie zdradzam, kim jestem. Owszem, mówię, że zajmuję się wizerunkiem. Gdy mówię, że jestem stylistką, to spotyka się to czasami z przerażeniem: o matko, a ja tak źle dziś wyglądam! Każdy ma zboczenie zawodowe, ja też widzę pewne rzeczy po spojrzeniu na daną osobę, ale na dzień dobry nie oceniam. Za to, jeśli ktoś jest wyjątkowo dobrze ubrany, to zawsze usłyszy ode mnie komplement. Boli mnie czasem, że dużo osób uważa, że zajmuję się trywialnymi rzeczami – stylizacją i ubiorem, czyli czymś niepoważnym i niepotrzebnym. Zgadzam się z tym, że to, co mamy do powiedzenia, jest absolutnie najistotniejsze, ale dobrze jest, kiedy wygląd danej osoby zachęca nas do posłuchania jej. Jeśli ktoś dba o siebie, potrafi zadbać o innych. 
    Czy ty też codziennie dobrze się ubierasz? Nie masz żadnych gorszych dni?
    No mam nadzieję, że się dobrze ubieram! (śmiech) Generalnie mam świadomość tego, że stylista jest oceniany pod tym względem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie wyglądam dobrze albo chociaż o to nie dbam. Uważam, że jestem wizytówką samej siebie. Wszystko, o czym mówię, powinnam stosować w przypadku samej siebie. Znam swoją sylwetkę i swoje kolory. A łatwej sylwetki to ja nie mam, jestem niziutka, wcale nie taka szczuplutka. Jestem chłodnym typem kolorystycznym, więc lepiej mi w niebieskościach, szarościach, nie ufam kolorowi pomarańczowemu. Potrafię dopasować styl do sytuacji, w której się znajduję. Staram się! Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, jakbym nie popełniała błędów. Popełniam, widzę to np. oglądając zdjęcia z przeszłości. Uważam za to, że każdy może dobrze wyglądać, na miarę swojego rozmiaru, swoich kształtów. 
    Jak to się stało, że zajęłaś się stylizacją i założyłaś firmę SYNERGIA?
    Od zawsze wiedziałam, że chcę robić coś swojego. Zawsze miałam zamiłowanie do języka angielskiego. Chciałam studiować anglistykę. Brat mnie przekonał, że to nie jest dobry kierunek i powinnam być inżynierem. Tym sposobem zaczęłam studia na Politechnice Śląskiej. Pracę magisterską pisałam już o zarządzaniu wizerunkiem – polityków, niestandardową jak na tę uczelnię. Wtedy już bardzo interesowałam się modą, skończyłam szkołę makijażu, różne kursy. Jednocześnie też robiłam anglistykę. A jednak! Nie potrafiłam się jej oprzeć. Przez kilka lat uczyłam w szkole językowej. Razem z bratową, prawnikiem, założyłyśmy Centrum Kreowania Wizerunku SYNERGIA w Gliwicach. Teraz prowadzę firmę sama. Specjalizację ze stylizacji zrobiłam już w Warszawie. Pierwsze lata działalności w branży wspominam jednak jako koszmar. Waliłam głową w ścianę, nikt nie wiedział, co robię i na czym to polega. Teraz jest już znacznie lepiej (śmiech). Dbałość o dobry styl wyssałam z mlekiem matki. Moja mama zawsze zwracała uwagę na szczegóły.
    Słyszałam, że masz w domu niezły kabaret…

    (śmiech). Faktycznie żyję z człowiekiem, który współtworzy kabaret. Łowcy.B. Mój mąż to Maciej Szczęch. Bardzo lubimy się śmiać, ale jesteśmy absolutnie normalnymi ludźmi, z dwójką małych dzieci, 4-letnią Tosią i 2,5-letnią Helenką. Jeśli pytasz mnie, czy umiem opowiadać kawały, to mówię szczerze, że jestem w tym beznadziejna. Gdy poznałam Maćka, byłam krytycznie nastawiona do kabaretu. Kojarzył mi się z czymś tandetnym, dopiero on uświadomił mi siłę dobrego, inteligentnego żartu. Z Maćkiem zeswatała mnie jego siostra, która stwierdziła, że pasuję do jej brata i koniecznie muszę go poznać. Po pierwszym spotkaniu wiedziałam, że to jest mężczyzna na całe życie. W tym roku obchodzimy 10 rocznicę ślubu.
    No Responses
    Matka, żona i stylistka
  • 11/02/15 HR Polska , prywatnie , styl

    Krótki tekst o miłości

    Moja współpraca z portalem HR Polska kwitnie. W związku z nadchodzącymi Walentynkami zostałam poproszona o napisanie tekstu pod hasłem “I love my job”. Raczej nie musiałam kłamać. 🙂 Mój “Krótki tekst o miłości” już na stronie głównej.
    Krótki tekst o miłości

    Nie mogliśmy dobrać się lepiej. On i ja. Owszem, były po drodze jakieś flirty z innymi… Ten z anglistą, a potem z inżynierem to się nawet zapowiadały na poważne związki. I pewnie by takie były, gdyby nie On. Dopiero przy nim poczułam, że to naprawdę TO. Dlaczego wybrał właśnie mnie? Może to przez wrażliwość na piękno, którą mam w sobie od zawsze, może dlatego, że widzę to, czego nie dostrzegają inni: proporcje, światło, kolory, równowagę lub jej brak. A może po prostu pasuję do niego, bo nie lubię rzeczy oczywistych i wprost, a czystość formy wyczuwam na odległość? On uwiódł mnie całkowicie swoim charakterem – w tej relacji nie ma miejsca na nudę, jest twórczo, z adrenaliną, intensywnie, tak, jak lubię. Przy nim poczułam się tak spełniona. Mój zawód – moja miłość.   
    Zakochanie
    Motyle w brzuchu? W mojej pracy – bez przerwy. To są takie momenty: ktoś przynosi mi kwiaty w podziękowaniu za to, że zmieniłam jego życie; klientka po metamorfozie idzie na kurs prawa jazdy, na który nigdy wcześniej nie miała dość odwagi; opublikowane w Internecie efekty mojej pracy wywołują lawinę pozytywnych komentarzy, a z billboardów patrzą na mnie osoby, które stylizowałam do sesji zdjęciowych. Tak, to są te momenty, w których czuję, że kocham to, co robię. I, co cieszy jeszcze bardziej, zakochuję się w swoim zawodzie wciąż na nowo.
    Prawdziwy romans 
    Mam to ogromne, wcale nie takie codzienne szczęście, że moja praca jest moją pasją. O tym, co robię, mówię żartobliwie, że to wiele wariacji na ten sam temat. 
    Jedną z nich są indywidualne konsultacje. Konsultacje z osobami o rożnych profesjach, statusach społecznych, z tymi z pierwszych stron gazet i z tymi z bloku obok, z Polski i z zagranicy. Obecnie korzystanie z usług stylisty nie jest tylko dla wybranych. To zawód, który coraz bardziej wpisuje się w codzienność, a zasięganie porady w kwestii wizerunku nie jest już niczym niezwykłym czy niedostępnym dla Kowalskiego. Nie jest tak od zawsze. Kiedy zaczynałam, a było to 10 lat temu, niektórzy nie mieli pojęcia, kim jest doradca wizerunkowy. Pomogły mi media, w których coraz częściej i częściej mówiło się o stylistach i stylizacji. Gdyby nie to, nie byłabym w miejscu, w którym jestem dziś. 
    Kiedy nie konsultuję – nie robię analiz kolorystycznych, analiz sylwetek, nie biegam z klientami na zakupy i nie przeglądam zawartości ich szaf, wtedy z przyjemnością dzielę się swoją wiedzą. Bycie ekspertem w danej dziedzinie ma w sobie coś z miłości dojrzałej, nauczonej doświadczeniem, takiej na poważnie. Dlatego z radością podjęłam się prowadzenia zajęć z aplikantami Izby Radców Prawnych, dlatego współpracuję z Uniwersytetem Ekonomicznym, dlatego też od lat publikuję oceny stylizacji w Dzienniku Zachodnim, prowadzę szkolenia dla firm, czy wreszcie – współpracuję z portalem HR Polska. 
    Mam słabość do świata polityki. Swoją pracę magisterką pisałam na temat kreowania wizerunku polityków i w tym obszarze widzę swoją dalszą zawodową specjalizację.
    Tym, co mojej miłości do zawodu stylisty nadaje jednak najwięcej kolorytu, są sesje zdjęciowe – zarówno te realizowane na zlecenia, jak i do własnego portfolio. Myślę, że nie ma lepszej wizytówki mojej pracy. 
    Tylko mnie kochaj
    Podstawą każdej zdrowej relacji jest równowaga. Staram się bardzo, żeby praca – nawet jeśli tak bardzo ją lubię – nie zdominowała mojego życia, żeby było w nim miejsce na coś poza nią. Mam duszę podróżnika i – kiedy nie żyję pracą – żyję wspomnieniami z już odbytych albo planami kolejnych podróży. Bo tylko one są czasem, kiedy miłość do pracy porzucam całkowicie dla innej wielkiej miłości, jaką jest moja rodzina. Na co dzień rzadko którejś ze swoich ról mogę oddać się całkowicie. Bycie w pełni mamą odbiera mnie pracy, stuprocentowe zaangażowanie w pracę zawsze dzieje się w jakimś stopniu kosztem rodziny. W tym trójkącie jestem żoną, mamą i stylistką walczącą o równowagę właśnie. Czasem wychodzi mi to lepiej, czasem gorzej, ale za nic nie zamieniłabym się z nikim innym. Uwielbiam miejsce, w którym obecnie jestem – zawodowo i tak w ogóle.   
    To są takie momenty: „Wyglądasz Lusiu”, „Wyglądasz Tosiu”, mówią do siebie nawzajem moje dziewczyny, przeglądając się z zadowoleniem w lustrze. Często i ja słyszę: „Wyglądasz mamo” – uśmiecham się, bo w ustach moich córeczek to wielki komplement. Tak, to również są te momenty, w których czuję, że  kocham to, co robię.  
    Artykuł znajdziesz także tutaj.

    No Responses
    Krótki tekst o miłości
  • 08/01/15 prywatnie , styl

    Noworoczne postanowienie: uwolnić kobiecość!

    Nowy rok, nowe wyzwania, postanowienia… Moim – niezmiennie na początku każdego stycznia – jest większa regularność w prowadzeniu bloga. Bardzo żałuję, że nie nadążam tutaj z bieżącymi sprawami, bo z czasem niestety tracą one na swojej aktualności. Zaczynam od zaległości, która się nie zdezaktualizowała, a nawet nabrała nowego sensu w obliczu właśnie zaczynającego się roku. 
     x x x
    Jakiś czas temu (żeby nie napisać przed kilkoma miesiącami) jedna z moich Klientek podesłała mi fragment książki „Kocha, lubi, pragnie – Zbigniew Lew-Starowicz radzi Paulinie Reiter”. Dzięki Ci, Beniu, za inspirację!
    Każda kobieta jest piękna. Taka oczywistość. Owszem, ale kiedy słowa tej treści wypływają z ust mężczyzny stają się one dla nas bardziej wiarygodne. 

    Lew-Starowicz w dowcipny i celny sposób zwraca uwagę na to, że jesteśmy wzrokowcami. Nasz intelekt i osobowość są szalenie ważne, ale tym, co przyciąga uwagę innych, jest nasz wygląd – przynajmniej w pierwszej kolejności. Kobiety często narzekaj: “tu mam za mało”, “tu mam za dużo”, “wolałabym…” Nie ma jednak jednego modelu atrakcyjności – każdemu przecież podoba się co innego i co innego ma znaczenie. Nawet nie do końca idealne, zawsze będziemy w czyimś typie. Pytanie tylko, czy dajemy się zauważyć?

    Duża część kobiet cierpi na brak ekspresji własnej kobiecości – to diagnoza doktora Starowicza, z którą nie mogę się nie zgodzić. „Kobiecość powinna być uzewnętrzniona i uwolniona, a nie ściśnięta i stłamszona”. Ot co! Czasem tylko potrzeba pewnych zabiegów, żeby piękno w sobie odkryć i pokazać je światu. Wejdźmy w nowy rok pewnym siebie krokiem. Stukajmy obcasami, nie ma większego atrybutu kobiecości. Dodajmy oku głębi, a ustom powabu – makijażem. Sięgnijmy po oręż perfum i biżuterii, mają moc nie do przecenienia. Czarujmy eksponującym nasze atuty strojem. Koniecznie we właściwie dobranym kolorze. Kropką nad „i” niech będzie uśmiech. 

    Takie oto proponuję noworoczne postanowienie – uwolnijmy kobiecość! 
    Nie tylko dla innych, ale przede wszystkim – dla samych siebie.

    Photo: Artur Nyk
    Model: Kamila Gawenda
    Styl: Tatiana Szczęch

    P.S.
    Zdjęcie z wrześniowej wyprawy do Toskanii. 🙂

    No Responses
    Noworoczne postanowienie: uwolnić kobiecość!
  • 12/12/14 prywatnie , sesje zdjęciowe , styl

    Nie ma świąt bez prezentów i bez… Love Actually

    Pamiętacie taką scenę z filmu „Love Actually”, kiedy grana przez Emmę Thomson Karen znajduje w kieszeni męża pudełko z pięknym naszyjnikiem? Szczęśliwa myśli, że to prezent dla niej, ale ta radość gaśnie, kiedy okazuje się, że pod choinką w prezencie od męża znajduje… płytę. Swojej ukochanej, co prawda, Joni Mitchell, ale jednak tylko… płytę. Złote serduszko było bowiem prezentem dla innej kobiety. Zawsze tak samo wzrusza mnie moment, kiedy Karen słucha potem muzyki i płacze. 
    W obdarowywaniu prezentami naszych bliskich jesteśmy często jak Mikołaj, któremu zabiegane elfy wrzuciły do worka co popadnie, bo w pośpiechu. Bywamy też Mikołajami do bólu praktycznymi albo takimi, którzy błądzą i nijak nie umieją trafić do serc swoich bliskich. 
    A wbrew pozorom trafić do serca drugiej osoby jest bardzo łatwo! Każdy bowiem lubi być rozpieszczany, czuć się  piękny i wyjątkowy. 

    Synergiczne propozycje to:

    – imienne karnety prezentowe na usługi,
    – kwotowe karnety prezentowe do wykorzystania na dowolne usługi i produkty,
    – kosmetyki kolorowe,
    – wysokiej jakości pędzle do makijażu, 
    – wyjątkowe dodatki.

    Zachęcam do bycia oryginalnymi. I do wręczania prezentów z miłością! 

    Zdjęcie z sesji, w której brałam udział przed kilkoma miesiącami. Miało być słodko. I było. Jak to w święta…

    Production: Monika Grzesik
    Photo: Iza Habur
    Models: Karolina Morawiec, Marcin Józefowski
    Styl: Tatiana Szczęch
    Make-up&Hair: Lena Zięba, Natalia Polek

    No Responses
    Nie ma świąt bez prezentów i bez… Love Actually
  • 01/10/14 prywatnie

    Asystentka poszukiwana

    I nadszedł ten moment! Nadmiar obowiązków nie pozwala mi skupić się na wszystkim tak samo dobrze. Asystentka potrzebna od zaraz!
    Poszukuję osoby kreatywnej, nie bojącej się nowych – innych każdego dnia – wyzwań. Wymagana mobilność, komunikatywność i szeroki uśmiech. 🙂
    Wszystkie osoby zainteresowane poznaniem kulisów pracy stylisty, zachęcam do przesłania swojego CV ze zdjęciem na adres mailowy: synergia@synergiastyl.pl
    No Responses
    Asystentka poszukiwana
  • 24/07/14 prywatnie

    Pracująca mama

    Dziś będzie zupełnie inaczej niż zwykle. Niby też o pracy, a jednak nie o pracy. W tym miejscu, w sensie bloga, rzadko pozwalam sobie na kawałek prywaty. Uważam, że to mało profesjonalne. A jednak…
    Pewnie trudno będzie w to uwierzyć, ale tego posta zaczęłam pisać 10 października ubiegłego roku. Tamtej jesieni nasiliło się w moim życiu pewne zjawisko, a bardziej uczucie, z którym jestem związana niemal nierozerwalnie – kac moralny. Przeszkadza okrutnie.

    nasza zwariowana rodzinka

    Zawsze bardzo mocno wierzyłam, że MOŻNA pogodzić pracę z macierzyństwem. Chcieć znaczy móc, myślałam i wydawało mi się to takie proste. Teraz mówię, że MUSI się dać. Musi, kiedy uwielbia się, tak jak ja, i swoje dzieci, i swoją pracę. Musi, choć nie do końca wiem jak. Są momenty, że pomóc mógłby jedynie dar bilokacji. Bo znowu jestem spóźniona z jakimś artykułem, bo dziesiątki maili czeka na przeczytanie, nie mówiąc już o odpisaniu, bo komuś coś obiecałam… Tymczasem ja zasypiam nad rosołem, którego nie może nie być, bo Helenka tak go lubi. I ogarniam małe filiżanki Tosi, w których ona serwuje swoją kawę-na-niby.

    Kiedy wychodzimy z mężem z domu, głównie do pracy, Lusia (od Helusia) pyta za
    każdym razem: „A ja pojecham ziami?”, co w języku dwulatki znaczy: „Zabierzecie
    mnie ze sobą?”. Już za drzwiami dopadają mnie wstrętne myśli. Że mało mnie w
    domu. Że moje dziewczyny są wychowywane bardziej przez nianię i przedszkole niż
    mnie samą. Że, od kiedy jestem mamą, czas przestał być po mojej stronie i tak
    ścigamy się codziennie, on i ja – tyle, że ja ciągle na straconej pozycji…

    one razem

    Będąc w pracy, zawsze omija mnie coś z życia moich małych dziewczynek. Będąc z nimi, nie mogę podejmować wszystkich “pracowych” wyzwań. Zawsze mam kaca moralnego w stosunku do kogoś – swoich dzieci, Klientów, siebie samej.

    Szczęśliwa mama to mama, która czuje się
    spełniona – cokolwiek oznacza to dla kobiety. Dla mnie to także spełnienie
    zawodowe. Spell Your Shape, udana sesja zdjęciowa, zakupy z Klientem, którego
    radość widzę – to wszystko dodaje mi skrzydeł. Kiedy jestem w
    ferworze pracy, czuję, że żyję. A potem wracam do domu, całuję dziewczyny w śpiące bose stópki i znowu cały sens jest tutaj. Spokój trwa jednak tylko kilka chwil, bo z tyłu głowy męczą zaległości.

    Jedną nogą jestem jeszcze tu, drugą już tam, ciągle pomiędzy staraniem, żeby nie być  mamą tylko od święta i żeby jednocześnie wciąż rozbudowywać swoją zawodową synergiczną rzeczywistość. Nie chcę wybierać.

     Ktoś ma jakąś receptę? Czy możliwe jest być zawsze piękną, szczęśliwą i spełnioną – chociaż zapracowaną – mamą? Taką, jak te dziewczyny ze zdjęć poniżej…

    Czy może to tylko Internet potrafi tworzyć taką piękną rzeczywistość?

    2 Responses
1 2 3 4 5 6